Postęp czy degeneracja

network-3075716 (1)
Żyjemy w XXI wieku. Postęp techniczny ostatnio mocno przyspieszył i mam wrażenie, że będzie już tylko szybciej. W mgnieniu oka czarno białe telewizory zastąpiły kolorowe, płaskie Full HD, telefony na korbkę smartfony, gry planszowe, czy nawet Pegasusa X Boxy i inne Konsole. To tylko kilka z milionów zmian jakie zaszły i cały czas zachodzą nie tylko na „zachodzie”, ale i na świecie. Mowa tu tylko o dwóch, trzech dekadach, podczas których mogłem zachodzące zmiany osobiście obserwować, brać w nich udział. Jednak nie o aspektach technicznych współczesnego świata chciałem dziś pisać.
Temat dotyczy zmian, które bliższe są nam samym niż nowa aplikacja w smartfonie z jabłkiem na obudowie, lub samobieżny odkurzacz. Chodzi o relacje międzyludzkie, które ewoluują w nie mniejszym tempie niż technologia. Daje się zauważyć, że postęp, a z nim nierozłączny konsumpcjonizm ma swoje przełożenie na stosunki społeczne. To co ma łączyć dzieli, to co z założenia za swe zadanie ma ułatwiać tak naprawdę utrudnia komunikację. Zombie na ulicach, w szkołach, restauracjach. To nie scena z filmu Sci-Fi. To codzienność. Ludzi uzależnieni od nowoczesnej technologii, mediów społecznościowych, od bycia lajkowanym, subskrybowanym, komentowanym. Społeczeństwo wolnych ludzi zakutych w łańcuchy. Bogata kultura języka zastąpiona jak u plemion pierwotnych pismem obrazkowym – Emotikony.
Pamiętam jeszcze czasy kiedy wyjeżdżając gdzieś dalej Tata patrzył na mapę. Dziś nie mając nawigacji, wielu nie jedzie nawet na zakupy, nie mówiąc o innym mieście. Po wakacjach opowiadało się przy piwie o tym jak było. Dziś zamieszcza się parę zdjęć na Instagramie i czeka na komentarze. Sprawa załatwiona. Na święta wysyłało się kartki, dziś wiadomość kopiuj-wklej do wszystkich kontaktów na liście. Szybko i łatwo. Taka dewiza przyświeca ludziom w bardzo wielu kwestiach życia codziennego. Kiedyś jak coś się zepsuło normalną rzeczą było, aby to naprawić. Dziś bardziej opłaca się kupić nowe. Po co się trudzić i brudzić sobie ręce. W przełożeniu na związki można zauważyć silną korelację. Liczba rozwodów rośnie. W Polsce rozpada się jedno na trzy małżeństwa. Na zachodzie statystyki są dużo gorsze. Dzieje się tak nie przez to, że nagle ludzie zaczęli się nieprawidłowo dobierać w pary. Rzecz tkwi w nastawieniu, lenistwie, wygodzie, szeroko pojętym ludzkim egoizmie. O wiele łatwiej (może nie taniej) się rozejść niż latami pielęgnować związek, pracować nad sobą. Za dużo zachodu. Po co naprawiać coś, jak na wystawie życia jest już nowy model, przynajmniej w kilku wersjach. Dla każdego coś innego. Nowy będzie z pewnością bardziej romantyczny, z lepszym poczuciem humoru, lepszy w łóżku. Wystarczy pozbyć się starego partnera i sięgnąć po nowego. Nie bezpośrednio, przez internet oczywiście. Tak jest prościej, tak jest ciekawiej, ale czy lepiej? Czy tak naprawdę o to chodzi?
XXI wiek przyniósł wiele zmian, życie nabrało tempa, a słynne Carpe Diem nowego znaczenia. Nowe czasy niosą ze sobą duże zmiany, czy powinniśmy za nimi podążać czy walczyć o stary porządek? Czy wartości, które przez wieki były najważniejsze dziś straciły na znaczeniu? Czy ta droga to postęp czy właśnie cofamy się w rozwoju? Na te pytania odpowiedzieć powinien sobie każdy z nas. Ale aby to zrobić należy najpierw podnieść głowę z nad smartfona.

Like this article?

Share on facebook
Share on Facebook
Share on twitter
Share on Twitter
Share on linkedin
Share on Linkdin
Share on pinterest
Share on Pinterest

Leave a comment