Schwarzwald na weekend

panorama Feldberg
Ostatni wolny weekend miałem… Tak jeszcze w zeszłym roku mogłaby się zaczynać moja spowiedź. Koledzy z branży spytają pewnie: a co to wogóle jest „wolny weekend”? To jest przecież tak samo realne jak spełnienie obietnic wyborczych przez Donalda Tuska. No ale stało się! Zabukowałem hotel, ustaliłem trasę, spakowałem gacie na zmianę i pojechaliśmy. Impossible is nothing można by rzec. Nie patrząc wstecz wciskam gaz do dechy by po dwóch godzinach zameldować się pod Felberg – najwyższym szczytem Czarnego Lasu. Śnieg leżał jeszcze pomimo 25 stopni celcjusza. Trasa wyasfaltowana, poziom trudności raczej średni. Ciekawe widoki, zagubione dzieci, słońce praży jak w lecie. Popołudniu zameldowaliśmy się w hotelu „Am Bach” w Hinterzarten, miejscowości uzdrowiskowej, w której swoje pierwsze kroki, a raczej skoki oddawali Dieter Thoma oraz Sven Hannawald. Spacer, szama, spanie. Na nic więcej tego dnia nie starczyło sił. Starość nie radość.


Następnego dnia z rana poszliśmy na Ravennaschlucht – Wąwóz Ravenny. Ciekawa trasa, bardzo podobna do tych w Słowackim Raju, a to za sprawą mostków oraz schodów. Drabin oraz łańcuchów niestety brak.
Po powrocie do Hotelu pojechaliśmy jeszcze nad Titisee – Jezioro w Neustadt, a następnie do Badeparadies-Schwarzwald. Trochę dziecięcej zabawy na koniec. Po kilku dobrych godzinach wyjazd do domu.
Podsumowanie.
Czarny Las urzeka ciszą, spokojem, ale przede wszystkim pięknem natury, o którą to coraz trudniej. Jego aura pozwala zregenerować siły witalne, poskładać myśli. Dwa dni to mało, ale i dużo zarazem. Czas wykorzystany optymalnie. Baterie naładowane. Schwarzwald. Jeszcze tu wrócimy…

 

Like this article?

Share on facebook
Share on Facebook
Share on twitter
Share on Twitter
Share on linkedin
Share on Linkdin
Share on pinterest
Share on Pinterest

Leave a comment