Your Colors – EPILOG

your colors shop rip
Wróciłem… niestety na tarczy.
Choć od ostatniego wpisu minął niewiele ponad rok, mnie wydaje się jakby upłynęła dekada. Tyle się wydarzyło, złego i dobrego, małych sukcesów, przypływów entuzjazmu ale i rozczarowań, napięcia, zrezygnowania. Tego nie da się opisać, a może opisać się da, ale żeby to zrozumieć, to trzeba to po prostu przeżyć.
Milton Friedman ze mnie żaden. Chęciami to wiemy co jest wybrukowane. Prawie sam tam trafiłem, a z pewnością kilkaset razy głośno lub w myślach odesłałem tam ludzi. Teraz kiedy ciśnienie zeszło i powoli przyzwyczajam się do nowej rzeczywistości mogę powoli zacząć analizować to co zaszło, co zajść mogło, ale i to co od początku pozostawało w sferze”nieosiągalne”.
Tak jak wcześniej pisałem, chcąc zrobić biznes, zarobić przy tym parę złotych monet, a przynajmniej nie stracić przy tym milionów, założyłem sklep internetowy – Your Colors. Radą służył mi znajomy ze starych lat, który to w kraju, już od lat, z sukcesami prowadzi podobny interes. Pomimo, że od technicznej strony pomógł mi na początku, to potem jego rady okazały się bardzo nietrafione, narażając mnie na ogromne wydatki, nie wspominając o tym, że jako dostawca nie wywiązywał się ze zleceń w terminie, narażając mnie już na początku na złą opinie. Pierwszy rok, a raczej tylko kilka miesięcy działalności zamknąłem na ogromnym minusie. Widząc widmo upadku zaproponowałem zmianę strategii. Oferta mojego partnera okazała się nie do przyjęcia. W lutym, czyli po około 6 miesiącach zakończyłem współprace, a raczej on zakończył, nakazując mi dosłownie zamknąć sklep, grożąc przy tym pozwem do sądu. Oczywiście nie zrobiłem tego, gdyż nie złamałem prawa. Skończyło się na pustych pogróżkach. Postanowiłem odciąć się od niego, zacząć projektować i produkować na własną rękę.
W lutym zainwestowałem w odpowiednie oprogramowanie, ploter oraz prasę. Nawiązałem współpracę ze znakomitym grafikiem z Białorusi (pozdrawiam Mikhail), samodzielnie rozpocząłem także naukę projektowania wzorów na tekstylia, techniki druku itd. Godziny lektury oraz ćwiczeń przed monitorem, trochę zmarnowanej folii oraz kilka T-Shirtów. Udało się! W miesiąc ogarnąłem temat i ruszyłem od nowa. Wszedłem na E-Bay, powoli zaczęło się układać. Projektowanie, produkcja, wysyłka, marketing. Wszystko rękami jednego człowieka. Sklep dawał satysfakcje, ale cena jego prowadzenie była nie udźwignięcia. Nie mówię już o wymiarze materialnym, bo wychodziłem mniej więcej na 0, z czasem na lekki plus. Chodzi o to, że prowadzenie w pojedynkę nawet tak niewielkiej działalności, w sytuacji kiedy ma się na głowie bardzo odpowiedzialną pracę na etacie oraz świeżo założoną rodzinę jest bardzo trudne. Dla siebie nie zostawało już nic, w ciągu dnia ani minuta. Nawet na tego Bloga, którego założyłem głównie jako odskocznie od dnia codziennego nie miałem już kompletnie czasu. Byłem przeciążony, przepracowany. Do drzwi zaczęły pukać dawno zapomniane dolegliwości. Do tego doszedł awans w pracy oraz intratna propozycja biznesowa, która przeważyła szale. Your Colors dobiega końca. W sylwestra moja pierwsza firma przestanie istnieć.
Podsumowanie.
Minusy:
-stracone środki finansowe
-stracony czas, nerwy, rozczarowanie
-stracona znajomość
Plusy:
-doświadczenie, nowe umiejętności
-nowe znajomości
 
Jeżeli miałbym zrobić to jeszcze raz, pewnie bym już tego nie zrobił, ale będąc osobą z przez ponad roku, nie otwierając sklepu, z pewnością wtopiłbym pieniądze w coś innego. Innego wyjścia nie było. Forsa raz jest raz jej nie ma. Zdobyte doświadczenie i umiejętności zostają na zawsze. Jak je później wykorzystamy zależy już tylko od nas. Trzeba próbować, walczyć, rozwijać się. Po to jest życie. Należy jednak trzeźwo oceniać sytuację, możliwości i szanse, a co za tym idzie trzeba wiedzieć kiedy, jak to śpiewał Grzegorz Markowski, ze sceny zejść…

Like this article?

Share on facebook
Share on Facebook
Share on twitter
Share on Twitter
Share on linkedin
Share on Linkdin
Share on pinterest
Share on Pinterest

Leave a comment